Zgłoszenie do straży miejskiej wpłynęło 8 września około godz. 14:10. Pięć minut później patrol był już w kościele św. Stanisława Kostki przy ul. Hozjusza. Jak przekazał referat prasowy Straży Miejskiej m.st. Warszawy, strażnicy „zastali mężczyznę bez koszulki, który zachowywał się irracjonalnie”, a „kontakt z nim był utrudniony”. Wezwali pogotowie. Ratownicy zdecydowali o przewiezieniu mężczyzny na SOR Szpitala Bielańskiego. Straż nie ustalała jego tożsamości, bo, jak tłumaczy, nie wymagał tego charakter interwencji.
Tożsamość ustaliły za to media. Według portali Wirtualnemedia.pl i Miejski Reporter mężczyzną tym był Marcin Dobski, dziennikarz śledczy Telewizji Republika. Sam Dobski nie zaprzeczył: w wieczornym wpisie 16 września odniósł się do zdarzenia, choć część relacji medialnych odrzucił. O tym niżej.
Wpis „Pomocy. Pogotowie” i telefon sąsiadki
Zanim strażnicy weszli do kościoła, Dobski opublikował na platformie X krótkie nagranie z podpisem „Pomocy. Pogotowie”. Jak podaje Wirtualnemedia.pl, mówił w nim niewyraźnie i wspominał o śledzeniu przez policję. Wpis później zniknął z jego profilu.
Do policji tego samego dnia trafiło zgłoszenie elektroniczne o możliwym zagrożeniu życia mieszkańca Żoliborza. Zadzwoniła też druga osoba, według Wirtualnemedia.pl i „Do Rzeczy” sąsiadka, zaniepokojona jego zachowaniem i uchylonymi drzwiami do mieszkania. Komenda Stołeczna Policji w komunikacie z 16 września opisała to tak: policjanci pojechali na miejsce „w związku z informacją o otwartym mieszkaniu oraz pozostawionym bez opieki zwierzęciu”.
Co policja zrobiła w mieszkaniu
Czynności prowadziła Komenda Rejonowa Policji Warszawa V, czyli jednostka obejmująca Żoliborz i Bielany. Funkcjonariusze przeszukali lokal, a przeszukanie, według KSP, odbyło się z udziałem osoby przybranej i zostało zarejestrowane kamerą. Z relacji Goniec.pl i Wirtualnemedia.pl wynika, że w czynnościach brał udział pies wyszkolony do wykrywania narkotyków. Komenda podsumowała: „W toku przeszukania nie ujawniono środków odurzających, ani innych przedmiotów, których posiadanie jest zabronione”.
Po zakończeniu czynności mieszkanie zamknięto i założono plomby. Materiały trafiły do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Żoliborz, a prokurator zatwierdził przeszukanie. Czyli: policja weszła do lokalu bez wcześniejszej zgody prokuratora, w trybie niecierpiącym zwłoki, a prokuratura oceniła tę decyzję już po fakcie i uznała ją za uzasadnioną. To standardowa ścieżka, gdy funkcjonariusze powołują się na nagłą sytuację.
Najważniejsze zdanie komunikatu KSP brzmi: „Przeszukanie nie miało związku z działalnością zawodową mężczyzny. Czynności Policji były następstwem informacji dotyczących jego zachowania oraz możliwego zagrożenia życia i zdrowia”. Komenda powtórzyła tę myśl dwukrotnie, dodając, że „podjęte przez funkcjonariuszy czynności nie dotyczyły działalności zawodowej mężczyzny”.
Sakiewicz: bez wiedzy redakcji
Sprawa wyszła na jaw dopiero po tygodniu. 16 września Tomasz Sakiewicz, szef Telewizji Republika, napisał na X, że o przeszukaniu redakcja dowiedziała się „z pytań dziennikarzy grupy Wirtualna Polska”. Zarzucił policji, że czynności odbyły się bez wiedzy dziennikarza, bez wiedzy redakcji i bez obecności „przysposobionego świadka”. Za skandal uznał też to, że informacje o sprawie trafiły do konkurencyjnej redakcji.
Tu stanowiska są sprzeczne. KSP twierdzi, że osoba przybrana była obecna, a przebieg nagrano. Kodeks postępowania karnego (art. 224) przewiduje, że gdy gospodarza nie ma w lokalu, do przeszukania przywołuje się co najmniej jednego dorosłego domownika lub sąsiada. Kto konkretnie pełnił tę rolę 8 września, policja nie podała. Na pytania Wirtualnemedia.pl o przebieg interwencji Dobski nie odpowiedział, przekazał je Sakiewiczowi.
„Jestem chory, szukałem pomocy”
Wieczorem 16 września głos zabrał sam dziennikarz. „Przepraszam z całego serca wszystkich oburzonych i szydzących z tego, że jestem chory, nie zawsze umiejętnie walczę z chorobą i demonami, a w chwili wyjątkowego kryzysu szukałem pomocy” – napisał na X. Zaprzeczył, by w kościele był nagi. Wyjaśnił też wątek zwierzęcia z komunikatu policji: „A Sara to też moja rodzina. Byliśmy najpierw u weterynarza, bo miała 40 stopni gorączki”. W kolejnym wpisie dodał: „Ciekawe, że policja dała wszystko życzliwym mediom. I ciekawe czego tak naprawdę szukała”.
Czyli: obie strony zgadzają się co do faktu przeszukania, różnią się w ocenie jego powodów. Policja mówi o zagrożeniu życia i zdrowia oraz otwartym mieszkaniu, Dobski i jego redakcja sugerują inne motywy, choć na razie nie wskazują żadnych dowodów.
Kontekst: spór z policją sprzed tygodnia
Wirtualnemedia.pl przypomina, że tydzień przed zdarzeniem Dobski opublikował tekst, według którego policyjni kontrterroryści od co najmniej siedmiu lat nie mają karabinków szturmowych. Komenda Główna Policji odpowiedziała, że problem dotyczy jednej umowy, a dziennikarz przeprosił za nieścisłości. Na ten wątek powołuje się część komentujących sprawę, choć KSP w komunikacie w ogóle się do niego nie odnosi.

Napisz komentarz
Komentarze